W KRZYWYM ZWIERCIADLE

WIOSNA, WIOSNA ACH TO TY …

krajobrazy Osetnej

BAJKA O SMUTNEJ GOSPOSI I JEJ DROGOCENNYM WAZONIE

Dawno, dawno temu, pośród lasów i jezior była sobie mała wioska, w której mieszkała smutna gosposia. Dlaczego smutna spytacie? Otóż posłuchajcie dalszej opowieści. W tejże wiosce była mała świetlica wiejska, a w tej świetlicy stały sobie stoły. Na jednym z nich był wazon na kwiaty. Nie był ci ten wazon ani złoty, ani z porcelany, ani z Dynastii Ming, a jednak okazał się drogocennym skarbem dla naszej smutnej gosposi. Chodziła biedna gosposia po wsi – wzdłuż i wszerz, rano i wieczorem, nic nie jadła, nic nie piła, tylko myślała,  jak odzyskać wazon, który kiedyś był jej własnością. A uwierzcie mi,  nie było to sprawą łatwą, gdyż drzwi wejściowych owej świetlicy strzegły cztery ogromne harpie, którym wydawało się,  że wszystko, co znajduje się w środku jest własnością świetlicy. Ale smutna gosposia nie byłaby sobą , gdyby nie wzięła sprawy w swoje ręce. Dnia pewnego powzięła plan, że albo dziś albo nigdy, bowiem właśnie nadarzyła się okazja, kiedy to trzy harpie zniknęły, a na polu bitwy została jedna, ta najsłabsza, która  jak się okazało musiała na chwilę opuścić swoje stanowisko, by ugasić pragnienie. I oto wtedy udało się naszej smutnej gosposi wejść do środka, chwycić wazon i wyjść na zewnątrz. Wolnym krokiem,  jak gdyby nigdy nic,  z wazonem w ręku,  z uśmiechem na ustach wkroczyła w pielesze swego domu. I nagle, niczego nie spodziewająca się harpia usłyszała – ” Mój ci on, mój ci on”- i już wiedziała,  że poniosła klęskę, bo nie uchroniła wazonu, który prawdopodobnie okazał się skarbem ponad skarby.  Podczas, gdy harpia rozżalała się nad zniknięciem wazonu, ponownie usłyszała lament smutnej gosposi – ”Moje kwiaty. Gdzie podziały się moje pożółkłe, sztuczne, stare chryzantemy? Oj biada mi, biada”! A więc jednak jeszcze jakiś skarb pozostał. Czyli zowu harpie mają czego pilnować. Nic tam stoły, nic tam talerze i szklanki – ważne stare,  pożółkłe chryzantemy.  I tak za każdym razem,  gdy harpie patrzą na te okrutne kwiaty,  przypominają sobie smutną gosposię i jej wazon,  wiedząc,  iż tak naprawdę bez kwiatów jest on nic nie wartym bublem. Jaki morał z tej bajki wynika?  Otóż – nie wszystko złoto, co się świeci.

P.S. Drogi czytelniku.

Jeżeli okaże się, że smutna gosposia wpadnie na pomysł odzyskania swoich starych chryzantem lub wydarzy się jakaś inna ciekawa historia, dowiesz się o tym pierwszy.  A więc prawdopodobnie c.d.n.

HUMOR

04

bolwkolanie

DOWCIP 

Pewnego dnia Jezus zwołał w niebie swoich apostołów, i powiedział:
– Na ziemi źle się dzieje. Słyszałem o rozprzestrzeniającej się tam pladze narkomanii, musimy coś z tym zrobić, lecz problem w tym, że niezbyt wiele o tym zjawisku tak naprawdę tutaj wiemy. W związku z tym wysyłam was wszystkich z misją na ziemię: idźcie i zdobądźcie próbki różnych narkotyków. Kiedy to się wam uda, wróćcie tutaj do mnie i razem przyjrzymy się z czym mamy do czynienia.
Jak postanowił, tak się też stało. Apostołowie udali się na ziemię i po jakimś czasie zaczęli powracać ze zdobytymi narkotykami.
Puk, puk! – rozległo się u drzwi Jezusa.
– Kto tam?
– Święty Piotr.
– Co przytargałeś?
– Marihuanę z Kolumbii.
– Ok. Wchodź.
Puk, puk!
– Kto tam?
– Święty Marek.
– Co przytargałeś?
– Haszysz z Amsterdamu.
– Ok. Wchodź.
Puk, puk!
– Kto tam?
– Święty Paweł.
– Co przytargałeś?
– Konopie z Indii.
– Ok. Wchodź.
Puk, puk!
– Kto tam?
– Święty Łukasz.
– Co przytargałeś?
– Opium z Indonezji.
– Ok. Wchodź.
Puk, puk!
– Kto tam
– Święty Krzysztof.
– Co przytargałeś?
– LSD i trochę trawki z jakichś akademików w Europie.
– Ok. Wchodź.
I tak po pewnym czasie zebrał się już prawie cały komplet.
Puk, puk! Rozległo się raz jeszcze.
– Kto tam?
– Judasz.
– Co przytargałeś?
– FBI!!! Łapska w górę, gębami do ściany i nie ruszać się!!!!

indeks

OGŁOSZENIE MATRYMONIALNE

Dla jednej z naszych mieszkanek poszukujemy mężczyzny najchętniej żonatego, na wspólne spędzanie długich wieczorów I NIE TYLKO.

RYSOPIS: ruda blondynka, oczy sino koperkowy róż,  spojrzenie warte grzechu i najsłodsze usta świata.

Oferty proszę kierować  pod adres dwa razy w rynnę, raz w parapet.

AAAAAA

P.S.  ŻEBY NIE BYŁO, ŻE NIE DOTRZYMUJĘ SŁOWA.  POZDRAWIAM ADMINISTRATOR.

Reklamy